Archiwum sprawozdania 2011/2012

 

Zebranie klubu na Klimczoku 12/13.11.11

opublikowane: 14 lis 2011 04:41 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR   [ zaktualizowane 14 lis 2011 04:45 ]
    Od soboty rana do niedzieli popołudniu, a niektórzy już od piątku wieczorem, byliśmy  i spotkaliśmy się w stacji ratunkowej na Klimczoku na zebraniu podsumowującym prawie rok działalności klubu. Przy  pięknej pogodzie, w niewielkim jak na 60 osobowy klub składzie, bo tylko 15 uczestników, powiększyliśmy naszą klubową jaskinię  zwaną Śmietnik, do 7m deniwelacji oraz ciut więcej długości.  Na drodze do tych wielkich upragnionych komór mamy teraz przeszkodę w postaci zacisku, który trzeba będzie ?jakoś? poszerzyć. Wywiew z jaskini olbrzymi, sugeruje duże pustki ale okaże się to po sforsowaniu owego zacisku.  

 

Późnym popołudniem po  obiadku u Krzysia w schronisku, rozpoczęło się ?ględzenie? prezesa o tym co było i gdzie było, co  jest i gdzie jest oraz co będzie, może być i gdzie będzie lub może być.  Nie wchodząc w szczegóły, bo są na niniejszej stronie w innych sprawozdaniach -  byliśmy w wielu miejscach w kraju i Europie oraz w Azji, nad powierzchnią i pod powierzchnią ziemi, też w powietrzu i na wodzie, sportowo, eksploracyjnie bądź tylko turystycznie. Jak na początkową działalność ? ogólnie bardzo dobrze. Rozpoczęliśmy także kurs na Kartę Taternika Jaskiniowego w którym uczestniczą poza kursantami , klubowicze posiadajacy KTJ ale chcący powiększyć swój dorobek jaskiniowy.  Było też rozdawnictwo ? odznaki i naszywki klubowe, oraz ściągalnictwo ? składki. Potem raczyliśmy się napojami regeneracy nymi , kiełbaskami  pieczonymi nad żywym ogniem, chlebem powszednim i opowieściami. Baaaardzo późnym wieczorem w sobotę przerobiliśmy tez kilka ćwiczeń z udzielania pierwszej pomocy i poszliśmy spać??Niedziela, przepiękna pogoda i powroty, widoki na kotlinę Żywiecką i Tatry w tle.
 
 
 
 
Generalnie udany "łikęnd" w górach... Zdjęcia ze spotkania w galerii.Rycho

Październikowe Tatry

opublikowane: 3 paź 2011 10:22 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR   [ zaktualizowane 5 paź 2011 10:48 ]
No i stało się. Pierwszy duży wspólny wyjazd klubowy w Tatry mamy za sobą (30.IX, 1,2.X.). Piękna pogoda dotrzymała nam towarzystwa przez cały "łikęnd" a do tego dopisała ilość uczestników. W ostatnie dni  logarytmicznie zwiększała się ilość chętnych na wyjazd. Z planowanych 15 zrobiło się prawie 30. W piątek "klasyczne" spotkanie z omówieniem działań bojowych, bowiem już o 4:00 rano w sobotę pierwsza ekipa łojantów wyszła co by zrobić dno Wlk.Śnieżnej. Ci normalniejsi wychodzili  dopiero o 8 rano idąc do jaskiń Pod Wantą i Wlk. Litworowej. Po drodze hordy Deptaków na pasażu Kościeliskiej, cycate babki, trochę kozic, świstak i kilku turystów z plecakami wyżej + setki kamieni do przejścia w Kobylarzu. Po udanych akcjach powrót prawie w nocy przy cieniuśkim księżycuniu. Późny obiad w Halicie i nawodnienie organizmów. W niedzielę o 8:30 wystartowała w dol. Kościeliską wycieczka przyrodopoznawcza prowadzona przez przewodnika tatrzańskiego Pana Jana Krzeptowskiego. Niesamowita ilość ciekawych informacji podana w sposób przystępny...a historie z życia intymnego rodzin korniczych (kornikowych?) podejrzewam będą zapamiętane na długo. Dla większości kursantów i nie tylko, były to kolejne któreś tam wejścia do jaskiń Tatrzańskich ale jak zwykle interesujące a przejście w tłumie "turystów" dol Kościeliskiej mniej dołujące ze względu na ciekawe historie opowiadane przez pana Jana. Wyjazd zakończony obiadkiem u Zięby, też już prawie stały punkt w tradycji wypadów w Tatry. Kolejny wypad w Tatry planowany pod koniec listopada.
 Powyżej fota z wycieczki po Kościeliskiej a parę kiczowatych fot z czerwono złotym zachodem, parę z pod ziemi i parę z powierzchni do obejrzenia w galerii natomiast film z Wlk Litworowej dostępny będzie za niedługo...też, ale trzeba obrobić...
Rycho

Centralne Szkolenie Ratownictwa Jaskiniowego GOPR 15 - 18 / 9 / 2011

opublikowane: 21 wrz 2011 08:53 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR
W miniony weekend odbyło się Centralne Jaskiniowe w Olsztynie pod Częstochową na Jurze.
Poziom dobry, a ludzie zainteresowani. Zrobiliśmy kilka akcji sportowych i ratowniczych w Księdza Borka, Piętrowej Szczelinie, Koralowej, Wszystkich Świętych, Olsztyńskiej i Studnisku, gdzie panował ruch jak, nie przymierzając, w Warszawie. Świetna pogoda sprzyjała działaniom i mam nadzieję, że wszyscy coś z tego weekendu wynieśli.

Grześ Michałek
kierownik szkolenia

Chamonix i inne 2011

opublikowane: 12 wrz 2011 04:44 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR

Przed wyjazdem planowane było, że będzie trwał 2 tygodnie, startujemy w rejonie Chamonix i będziemy dobrze się bawić a co do działalności w górach to życie rozda karty. Generalnie nastawieni byliśmy na alpejskie wspinanie ale pogoda mocno wariowała w tym roku. Przewodnicy w ?Cham? dawno już nie pamiętają tak deszczowego i śnieżnego lipca, który poprzedzał termin naszego wyjazdu.


Uczestnicy to Janusz Pawłowski-niezrzeszony, Mariusz Grudzień -KAGB oraz Łukasz Pokorski KAGB

Już na dzień dobry przywitał nas deszcz, info uzyskane od ?Rutka?, który siedział tam całe lato oraz w  Maison de la Montagne pozwoliło w miarę sprecyzować plany. Niestety padający deszcz i zmiany pogodowe nie do końca zgodne z zapowiedziami ?ichnich? górali (front się nie przebił) spowodowały że pozostaliśmy na kolejną noc na dole gdyż kolejka na Midi została zatrzymana o czym przekonaliśmy się po dojściu z worami pod kasy :-( Następnego ranka bieg na pierwsza kolejkę ale tu znów stare miejscowe lisy są przed nami i wyjeżdżamy dopiero drugą. Na górze jeszcze spokojnie bez całego komercyjnego cyrku, który dopiero wjedzie na górę późniejszymi kolejkami. No i start, na dzień dobry przejście wąskiej grani Midi w lewo 1000m w prawo jedyne 200 nie ma tu miejsca na błąd. Kierujemy swe kroki prosto na Valle Blanche by zapewnić sobie wygodną platformę pod namiot, niestety wszystkie są zasypane przez śnieg, więc robota od nowa. Nasz namiot stanął pierwszy po okresie niepogody, potem było ich ponad trzydzieści. W ramach aklimatyzacji idziemy na Mont Blanc du Tacul potem do namiotu przespać się i rano na dół, mały reścik aby następnego dnia donieść żarełka i już zostać na kilka dni na górze. Po powrocie idziemy na mixtowy kuluar Chere II, 4, 350m na Triangle du Tacul. Po krajowych doświadczeniach z lodem miłe zaskoczenie, lód jest plastyczny nie wali po oczach i partnerach, granit poezja. Na drodze nadprodukcja stanowisk i punktów, więc praktycznie niewiele swojego dokładam a co wkręcę lub posadzę w skale siedzi aż miło, do tego pogoda dopisuje, więc wspin był bardzo udany. Powrót bardzo wygodnymi zjazdami do podstawy. Następnego dnia wybieramy się na Contamine Mazeaud również na ?trianglu?AD+ 350m. Niestety tu już nie było tak kolorowo słonko gdzieś się schowało, pomny bogactwa stanowisk z poprzedniej drogi olałem stan na 3 wyciągu po 15 m wspinu i poszedłem dalej co skutkowało kilkukrotnym przenoszeniem stanowiska z niczego na dalsze nic aż coś znalazłem. Potem jeszcze kilka wyciągów we mgle i pogoda zwaliła się dokumentnie, zaczął walić śnieg z deszczem oraz lawinki świeżo nawalonego śniegu. Postanowiliśmy wiać czym prędzej z już łatwej grani wyjściowej. Niestety nie było tak kolorowo jak dnia poprzedniego, gdyż mimo naciągnięcia liny brakło mi 2m do stanu, chłopaki opuścili mnie na jednej żyle a ja ich potem przejmowałem na pętli. Dalej już szło gładko poza tym, że w deszczu. Potem jeszcze 1,5km rozmiękłego lodowca i długotrwała operacja suszenia wszystkiego na sobie w ciasnym namiocie. Następnego dnia ale nie tak odległego bo już o 2 w nocy Janusz zaczął nas budzić bo ludzie z ?Cosmica? idą już na ?Blanca? (a my z racji wymęczenia wspinem dnia poprzedniego też chcieliśmy się tam udać) Marian spacyfikował te plany do ok 3.30 i niestety niewyspani już o 4 ruszyliśmy w trip przez Mont Blanc du Tacul i Mont Maudit. Mimo podmarzania (dzięki nie do końca suchym rękawiczkom) i masywnego wiatru stanęliśmy na szczycie po 5 godzinach (przewodnikowo 10) Szczyt o dziwo był nie rozdeptany na gładko a co najważniejsze podczas naszego pobytu zupełnie wyludniony. Standardowe kilkanaście fotek i w dół. Na zejściu Januszowi odcięło prąd więc tempo spadło wyraźnie ale bezpiecznie wróciliśmy do namiotu. Mając na uwadze psikusy pogodowe i spore przesunięcia udało się mi namówić chłopaków tylko na krótki wypoczynek i szybkie żarcie oraz pakowanie dobytku i ucieczkę w dół (tzn najpierw w górę 200m na Midi). Drugi dzień przywitał nas deszczem więc udaliśmy się na poszukiwanie jakiejś wiatki, nie znaleźliśmy takowej ale zakotwiczyliśmy na świetnym parkingu z ławeczkami w Argentiere a drzewa dały schronienie przed deszczem. Przebiwakowalismy tam dwa dni i z powodu braku wyraźnej poprawy pogody zamiast na skalny wspin na Południowych Igłach postanowiliśmy wejść na Matterhorn Lion, ruszyliśmy więc przez wielką przełęcz Św. Bernarda w stronę Cervinii. Następnego ranka wizyta w biurze przewodników gdzie otrzymaliśmy wszelkie praktyczne informacje na temat oraz skany topo i opisy (naprawdę polecam kobitka bardzo kompetentna w temacie ?Matta? i Lion Ridge byliśmy zieloni a wytłumaczyła nam wszystko). Dziwi mnie tylko brak map do kupienia, po tą musieliśmy się udać do kiosku z papierosami. Pozostawiamy auto przy chyba najwyżej położonym boisku w Europie i zaczynamy nudny marsz w stronę Rifugio di Carell. Już od samego początku towarzyszy nam gruzowisko. Trawers Testa del Leone to Kamienie powklejane w błoto na stoku o nachyleniu ok 70 st, więc przejście to wielka loteria jakich jeszcze wiele nas czeka na tej kupie gruzu. Nocleg w schronie włoskich przewodników, (do zniżek upoważnia tylko legitymacja przewodnicka ale bez dramatu koszt to 15 euro w tym gaz, roztopiony lud i legalny śmietnik). Schron był przepełniony i zostało nam już miejsce na ?strychu? pod samym dachem, zaduch był straszny o śnie można było zapomnieć. Miłą chwilą wieczoru było spotkanie znajomych z Polski. Rano wstajemy po ciemku by zaraz za przewodnikami ruszyć jeszcze przed całą rzeszą turystów, niestety to i tak nie uchroniło nas od półgodzinnego stania w kolejce do startu w grań. Niestety mit ?Matta? przyciąga całe rzesze mniej lub bardziej (więcej tych mniej) zaprawionych turystów, poza tym pierwsze sensowne okno pogodowe  i mamy niezłą pielgrzymkę w stronę szczytu. Po drodze udaje nam się wyprzedzić tylko ze 2-3 zespoły i na tym koniec: kolejki, kolejki, kolejki. W standby-u spędziliśmy z 1,5h. Z każdym krokiem utwierdzaliśmy się wspólnie w przekonaniu, że ta góra ładna to jest na zdjęciach natomiast ?live? pozostawia duuuużo do życzenia.


Trudniejsze miejsca zaporęczowane są łańcuchami, grubymi linami i drabinkami sznurowymi, które zamiast ułatwiać jakoś dziwnym trafem spowalniają zespoły idące przed nami, bo zamiast stosować asekurację lotną idą od ?stanu? do ?stanu?. Odcinki śnieżne przełazi się praktycznie bez asekuracji. W końcu szczyt? aparat padł więc fotki tylko z telefonu i dzięki kolegom z PL. Przez te tłumy nie mieliśmy już ochoty na stronę szwajcarską i zaczęliśmy zejście w dół. Niestety mimo szybkiego powrotu w dół tez nie uniknęliśmy kolejek zwłaszcza przy zjazdach. Do schronu trafiamy dość późno i mimo moich sporych chęci by napierać w dół (wspomnienia ubiegłej nocy) chłopaki odrzucają ten plan (i całe szczęście) a kolejną noc spędzamy w schronie. Ludzików jest już zdecydowanie mniej i śpi się całkiem przyzwoicie tylko żarcia było mało bo nie planowaliśmy 2 nocek) Rano niekończące się zejście do Cervinni i snujemy plany co dalej. Nasi znajomi wybrali Zermatt i śniegi a my postanowiliśmy pojechać do Arco jednak po zjeździe w doliny panujące temperatury szybko wybiły nam ten pomysł z głowy. Kierunek Frankenjura przez przełęcz San Bernardino a po drodze kąpiel w cieplutkim Lago Magiore. Na ?Franken? dobrodziejstwa cywilizacji czyli basen, lokalne piwko i imprezka ze znajomymi z Opola. Next day to wspin w ciepłej skale?.Teraz można już uczciwie wracać do domu.

Pokor


 


InGrigna 2011

opublikowane: 31 sie 2011 13:56 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR   [ zaktualizowane 27 wrz 2011 12:03 ]
Od 18 do 27 sierpnia w bardzo okrojonym składzie - tylko 4 osoby z 12 planowanych - byliśmy na   polsko-włoskim jaskiniowym obozie eksploracyjnym w masywie Grigna oraz na "feratowej" jego części nad jeziorem Garda we Wloszech. Część jaskiniowa obozu została uwieńczona pełnym sukcesem w postaci nowych ciągów jaskini Abisso della Spada (Lo Lc 1648). Jaskinię nie odwiedzaną od 94 roku  ponownie zaporęczowalismy  montując 27  stałych punktów HSA. Po dotarciu do starego dna  na poziomie -129m przeszliśmy korek lodowy i spenetrowaliśmy w jednej z odnóg, częściowo w lodzie, nowe korytarze i studzienki poniżej aż do poziomu nowego dna na -176m,  oraz w drugiej poniżej lodu po przejściu wąskiego korytarza metodą "eksploracji beskidzkiej" namierzyliśmy nową studnię której już niestety z powodów technicznych nie "zjechaliśmy" pozostawiając to  Włochom. Ponadto  do nowości należą odkryte 30-metrowe kominy nazwane z racji szkicu "Jądrowymi". Lód zalegający ich dno z czasów przejścia lodowca, uformowany cieknącą wodą był nieprawdopodobnie "fotogeniczny" - już niedługo będzie zmontowany film z wyprawy. W sobotę zostaliśmy zaproszeniu przez Włochów na kolację z przysmakami - oficjalne zakończenie ich obozu, sami pozostając  na "camp'ie" jeszcze trzy dni. W środę już byliśmy nad Gardą i rozpoczęliśmy "Via feratowanie" na przemian z moczeniem ciał w jej bardzo ciepłych wodach mimo iż to jezioro górskie. Przeszliśmy trzy feraty w kolejności od najprostszej i najkrótszej do tej która wyjęła nam kilka ładnych godzin z życia plus kilka kilogramów osolonej wody....ale ze względu na widoki dostarczyła niezapomnianych wrażeń no i 1200m przewyższenia. Poza tym było "limonczello" bo region z limonek słynący, "winello" bo winnice też są, "parmidżiano" bo niedaleko przepyszny ser robią , pizza i pasta bo to przecież standard. W obozie uczestniczyli - Grzegorz Michałek, Krzysztof Banot, Ryszard Głowacki i Tymoteusz Głowacki oraz kilkunastu Włochów na czele z  Andreą Maconi i Marco Corvu z dwóch różnych klubów z Lombardii. Poza sukcesami eksploracyjnymi, możemy się też pochwalić nawiązaniem kontaktu z grotołazami z południa Włoch gdzie zostaliśmy zaproszeni do wspólnego eksplorowania ichniejszych jaskiń. Zaproszenie dostaliśmy także od innych grotołazów a przede wszystkim od samego prezesa stowarzyszenia klubów speleo z Lombardii.
Rycho

Przy lodach na dnie Abisso Delle Spade
                                        ...prawie koniec, po feracie...

Stubai

opublikowane: 28 sie 2011 13:14 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR   [ zaktualizowane 28 sie 2011 13:35 ]
W dniach 14-20 br. sierpnia bawiliśmy rozpoznawczo w Alpach Stubajskich.
Cel bardziej wypoczynkowy aniżeli poważniejsze tury, co nie znaczy że
siedzieliśmy na tyłkach i piliśmy piwo schroniskowe, oscylujące w
granicach 4 Euro. Uskuteczniliśmy bowiem kilka ciekawych wyjść,
m.in. na bogaty z widoków Aperer Freiger (3261m) i powalczyliśmy na
okolicznych klettersteig'ach. Dokonaliśmy stosownych wpisów w książkach
wejść (wraz z klubowymi wklejkami logo). I co najważniejsze, otrzymałem
zniżkę 50% na nocleg na naszą klubową legitymację. Więcej szczegółów
systematycznie uzupełnianych na : www.naszepagory.pl
Tomek J

Wieści z Cervini

opublikowane: 18 sie 2011 03:11 przez Maciej Stanislawski
Wieści od chłopaków (Pokor, Maniek...) tym razem z Cervini. Po udanych wyjściach w Chamonix ekipa przeniosła się na włoską stronę Alp i pokonała Lwią Grań (Liongratt) na Matterhorn 4478m npm.
 
W planach mają wspinaczki na drogach sportowych jakiegoś alpejskiego rejonu skałkowego.
Matterhorn od południa - po lewej Liongratt

Obóz tatrzański GB GOPR - Polana pod Wysoką

opublikowane: 15 sie 2011 10:48 przez Maciej Stanislawski   [ zaktualizowane 16 sie 2011 04:14 ]
Od środy do soboty (10-13.08.2011) odbywał się obóz tatrzański Grupy Beskidzkiej GOPR. W obozie uczestniczyło 14 osób. 
W czwartek ekipa w składzie: Jezio, Twardy, Alan i Maciek weszli na Mały Ganek przez Dolinę Ciężką, Pustą Ławkę i Galerię Gankową, dalej granią na Wielki Ganek. Z Ganku ekipa wróciła na tabor przez Dolinę Rumanową, Przełączkę pod Kozią Strażnicą, Wschodnie Żelazne Wrota i Dolinę Kaczą. 
W tym samym czasie reszta przeszła z Doliny Ciężkiej przez Wielkiego Młynarza do Żabiej Doliny Białczańskiej skąd wróciła na tabor.
 
Drugiego dnia Jezio, Twardy, Alan i Maciek weszli na Wielkiego Młynarza przez Młynarzową Przełęcz skąd wracali przez Żabie Stawy Białczńskie, a ekipa Szymka i Mundka przeszła przez Galerię Gankową i Rumanową Przełęcz do Doliny Rumanowej skąd powrócili na tabor przez Wschodnie Żelazne Wrota.
 
Ostatniego dnia część ekipy wędrowała w kierunku Rohatki jednak kiepska pogoda skutecznie zniechęciłą większość do powrotu na tabor.
 
Ekipa Szymka i Mundka.
Fotki Jurka: https://picasaweb.google.com/111089107779742536062/NaPolaniePodWysoka
Fotki wszystkie: https://picasaweb.google.com/107097269190515676884/2011081013ObozTatrzanskiPolanaPodWysoka
 

Wieści z Chamonix

opublikowane: 15 sie 2011 10:24 przez Maciej Stanislawski   [ zaktualizowane 15 sie 2011 10:47 ]
Wieści sms'owe od chłopaków (Pokor, Maniek...) z Chamonix. 
 
Ekipa rozpoczęła działalność w Szamoniksie od wspinania w skałach (była kiepska pogoda). Po poprawie pogody weszli aklimatyzacyjnie na Mont Blanc du Tacul 4248m npm. W kolejnych dniach pokonali drogę Ch?ré Couloir (II D+ 350m lód 80°) oraz Contamine-Mazeaud (II+ AD+/D- 350m lód 65°) na Triangle du Tacul. Podczas wyjścia na grań  szczytową z drogi Contamine-Mazeaud nastąpiło załamanie pogody i zespół wycofał się w deszczu i lawinkach zjazdami do podstawy ściany.
 
Triangle du Tacul (summitpost.org)
 
Schematy dróg na Triangle du Tacul
Droga Nazwa drogi Trudności
A Diagonal Route III AD+ / D-
B Contamine-Négri IV AD+
C Petit Frounet II D
D Contamine-Grisolle II AD
E Gabarrou-Marquis III D+
F Contamine-Mazeaud II AD+ / D-
G Ch?ré Couloir II D
Triangle du Tacul - schemat(źródło: summitpost.org)
 
Kolejnego dnia ekipa pokonała drogę 3M na Mont Blanc w bardzo dobrym czasie 5 godzin. Droga 3M prowadzi z Col du Midi na wierzchołek Mont Blanc przez Mont Blanc du Tacul i Mont Maudit.
 

z Grossglocknera

opublikowane: 28 lip 2011 23:31 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR   [ zaktualizowane 29 lip 2011 00:06 ]

    W lipcu a dokładnie w pochmurnych dniach 15-17 Mariusz Grudzień, Arek Kitkowski, Łukasz Pokorski oraz inni ratownicy W-K GOPR (jeszcze nie klubowicze, co się jak sądzę zmieni) udali się dzięki finansowemu i materialnemu wsparciu W-K GOPR na ?Wielkiego Dzwonnika?

Pierwszy dzień zakończył się ?...odpoczynek, posiłek, sen.? ;-)

Pogoda wariowała po nocnych przygodach pogodowych Studlgrat pokryła się śniegiem więc całość niestety musiała zostać pokonana w rakach choć częściowo w fajnej pogodzie.

Dość dobry czas wykręcili Mariusz z Łukaszem mimo pomocy udzielanej zespołowi, który uległ wypadkowi. Pozostałe osoby przez korki na tej popularnej drodze dokończyły akcję w ?mniej sprzyjających? warunkach pogodowych.

Drugi dzień zakończył się ?...odpoczynek, posiłek, sen.? ;-)

Last day to zbieg na parking i do domu oczywiście, kończąc

?...odpoczynek, posiłek, sen.? ;-)

ekipa

 
 
 

aktualności z wyprawy Chan Tengri 2011

opublikowane: 20 lip 2011 13:09 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR   [ zaktualizowane 31 sie 2011 14:47 ]
  • 12 sierpnia 2011

    Z powodu bardzo trudnych warunków pogodowych nie zdołaliśmy zdobyć szczytu. Wszyscy cało wróciliśmy do domu.

  • 1.08.2011

Kuba i Szymon w dniu wczorajszym wyruszyli do dwójki. Dziś są w drodze do obozu trzeciego. Jeżeli pogoda dopisze jutro będą atakować szczyt.
  • 29.07.2011

Spędziliśmy dwie noce w bazie drugiej, a także weszliśmy na 6100 m npm na Plecy Czapajeva. Po tym wyjściu duży ból głowy zmusił nas do powrotu do bazy na dzień odpocznienia. Nasz zespół nieco się zmienia, ponieważ Krzysiek już do góry nie pójdzie, a Mateusz musi wracać wcześniej do Polski.
  • 25.07.2011

Za nami trudny i intensywny dzień. Noc spędziliśmy już w jedynce. Wcześnie rano wyruszyliśmy do dwójki, gdzie rozbiliśmy namioty i zostawiliśmy depozyt. Droga z jedynki do dwójki nie była łatwa. Musieliśmy pokonać 1000 metrów przewyższenia przy regularnym nachyleniu około 70 stopni. Z dwójki wróciliśmy do bazy. Tu planujemy dwa dni odpoczynku. Po przerwie planujemy dojść do trójki, z której mamy zamiar atakować szczyt. Zdrowie nam dopisuje, aklimatyzacja przebiega prawidłowo.
  • 22.07.2011 

Założyliśmy jedynkę! Depozyt złożony wracamy do bazy głównej.
Nasza jedynka znajduje się 150 metrów wyżej niż innych z powodu braku miejsca......Jutro śpimy w jedynce i ruszamy do dwójki......

 

  • 19.07.2011

.....Jesteśmy w Maida-Adyr...... Pogoda jest niesprzyjająca......cały czas silny opad deszczu i zimno...... w bazie sypie śnieg. Jeśli pogoda dopisze transport śmigłowcem będziemy mieli 21 lipca....... dzień później niż pierwotnie planowaliśmy. Cały czas aklimatyzujemy się na pobliskich szczytach.....

Eksploracja na stokach Kościelca w Beskidzie Małym

opublikowane: 2 lip 2011 02:53 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR   [ zaktualizowane 2 lip 2011 04:41 ]
W niedzielę 26 czerwca kontynuowaliśmy prace eksploracyjne w namierzonych przez dwie ostatnie zimy otworach - potencjalnych jaskiniach lub schronach. W efekcie po "ciężkich" pracach górniczych odgruzowaliśmy wejście do jednej oraz przedłużyliśmy drugą do ok.12m. W eksploracji brał udział duet Głowacki+Jakubas. W poprzednim roku rozkopano otwory czterech innych dziur - wstępnie oznaczonych jako Schron w Kościelcu 1, 2, 3, 4  w tym samym składzie uzupełnionym o Tymka i Maćka Głowackich. Obecny stan jest tzw.obiecującym bo "puszcza" w wielu miejscach. Biorąc pod uwagę znikomą ilość jaskiń w Beskidzie Małym możemy się cieszyć że mamy kolejne stanowisko i do tego jeszcze całkiem nie poznane. Fauna- pająki Meta Menardi, kilka ciem i niebieski ślimak.

Szkolenie dla ratowników górniczych

opublikowane: 2 lip 2011 02:40 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR   [ zaktualizowane 2 lip 2011 04:45 ]
W dniach 16 do 18 maja instruktorzy KAGB prowadzili szkolenie z ratownictwa jaskiniowego dla 10-cio osobowej grupy ratowników górniczych Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Zajęcia odbyły się w jaskiniach i na skałkach Gór Sokolich - jaskini Koralowej, j.Wszystkich Świętych, j.Olsztyńskiej górze Biakło i Boniek. Atrakcja było dzięki uprzejmości Irka ze Speleoklubu Nyszków, zwiedzanie jednej z najpiękniejszych na Jurze pod względem szaty naciekowej - jaskini Maurycego. Pierwsze dwa dni to akcje sportowe z elementami ratownictwa jaskiniowego oraz wspinanie na skałkach. W ostatni dzień odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w j.Koralowej. Z sali Zawaliskowej z wąskiego korytarza transportowano na powierzchnię dwóch poszkodowanych jednego w noszach jaskiniowych a drugiego z wykorzystaniem jego własnej uprzęży. Akcja została przeprowadzona profesjonalnie, co poniekąd nie dziwi bo realizowana przez ratowników, też "podziemnych". Szkolenie jest jednym z etapów szkoleń technik linowych i ratowniczych które prowadzi klub.
opublikowane: 2 lip 2011 02:08 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR
 

Yorkshire Dales 2011

opublikowane: 10 maj 2011 22:24 przez Maciej Stanislawski   [ zaktualizowane 23 wrz 2011 06:36 przez Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR ]

Witam serdecznie!
  • W niedzielę 8 maja wróciliśmy z wyprawy do Yorkshire w składzie:
  1. Rysiek Głowacki
  2. Arek Kitkowski
  3. Miłosz Forczek
  4. Maciek Kwiatkowski SKTJ
  5. Ania Michałek SBB
  6. Kasia Forczek jako osoba towarzysząca
  7. moi
W ciągu 5 dni zrobiliśmy w sumie 10 jaskiń, a butelka otwarta wieczorem zostawała na dzień następny, co daje wyobrażenie o rozmiarze akcji i zmęczeniu materiału...
Wszyscy spisali się na medal, a Pete i Roy zrobili co tylko w ich mocy, by polska wizyta pozostała na zawsze w naszej pamięci.
Na PIĘĆ DNI DZIUROWANIA mieliśmy CZTERY DNI POGODY, co w Yorkshire zdarza się RAZ NA DZIESIĘĆ LAT!
Zaliczyliśmy pozorowaną akcję jaskiniową w hermetycznej CRO (Cave Rescue Organisation - najstarszej organizacji ratownictwa jaskiniowego na świecie). Nasze metody działenia zostały docenione, a słowa Pete'a: "Byłem z was bardzo dumny" świadczą o wrażeniu jakie wywarliśmy na tamtejszych ratownikach. Dziękujemy Alku i Jarku! Szkoda, że Was tam nie było...
Wiara poznała specyfikę jaskiń "wodnych", które i tak były w miarę suche:)
Tam, gdzie my używaliśmy pianek, Pete (lat 60) i Roy (lat 70) wkładali zwykłe wnętrza... Ach, te geny!
Jeśli ktoś z członków wyprawy kojarzył Anglię z Londynem, to zmienił swoje wyobrażenie o 180 stopni.
Serdecznie dziękuję wszystkim za wspaniałą postawę, a Arkowi za możliwość użyczenia busa z WK.
 
Greg Michałek
 

Jurajskie jaskiniowanie

opublikowane: 21 kwi 2011 08:40 przez Maciej Stanislawski
Hejoł

16 kwietnia zaliczyliśmy - jaskinię w Ostrężniku, jaskinię Wierną, jaskinię Racławicką w składzie:
Grzegorz Michałek, Ryszard Głowacki, Maciek Głowacki (lat 10)
Rano jako pierwsi w sobotę, bowiem piątkowej nocy  nastąpiło oficjalne otwarcie Wiernej w ramach "V Biwaku przy Wiercicy", weszliśmy do jaskini dysponując informacją od Barta (SOJ DG Malinka) którego spotkaliśmy pod otworem, że należy się udać w prawo "bo tam chyba ładniej"..., ale on był po nocnych "otwarciach" więc do końca nie byliśmy pewni.. ;-)
Wąską zlotówką do sali wejściowej,  następnie znów wąską studzienką i już poczłapaliśmy  ładnym korytarzem, potem były meandry i kolejne wąskie korytarze o pięknej szacie naciekowej, ale szczęka nam opadła jak doszliśmy do Partii Dąbrowskich  gdzie polewy, stalaktyty, stalagmity, heliktyty i inne formy naciekowe  były w takiej ilości że można by było nimi kilkanaście jaskiń obdzielić. Po dwugodzinnych peregrynacjach trochę ubłoceni, no bo jak już weszliśmy to trzeba było wszędzie się wcisnąć bo nie wiadomo kiedy znów tu zawitamy ...a warto, wyszliśmy z dziury spotykając dwa Jurki z SBB- Prymule i Pukusia oraz Michała od Prymuli którzy właśnie "zabierali" się do wejścia.
Potem czyściliśmy kombinezony czołgając się w suchych korytarzykach jaskini Ostrężnickiej a następnie po doskonałym  pstrągu w knajpce przy Ostrężniku udaliśmy sie do jaskini Racławickiej na zupełnie drugi koniec Jury. Tam Maciek zaliczył pierwszy samodzielny zjazd i wyjście z jaskini ( 21 m gł.) a Grześ  wspiął się do górnych partii stwierdzając że nic tam nie ma. Ciekawostką pozostają dwie taśmy wiszące w kominie nad salą zawaliskową... ktoś niezły "wywspinał" ten komin... Wracaliśmy wieczorem koło 21.00.

Zdjęcia niebawem...

Centralny obóz skiturowy - Silvretta Haute Route 2011

opublikowane: 3 kwi 2011 23:43 przez Maciej Stanislawski   [ zaktualizowane 4 kwi 2011 12:41 ]
26 marca wyjechaliśmy z ekipą GOPRowsko-jaskiniową (SDG) na coroczny, centralny obóz skiturowy GOPR. W tym roku wybór padł na Grupę Silvretty. Ze Szczyrku wyjechaliśmy w sobotni wieczór by niedzielnym rankiem dotrzeć do Ischgl. Na jednym z licznych parkingów robimy przepak i ruszamy w drogę do Heidelberger Hutte. Szlak wiedzie początkowo zjazdową trasą narciarską by później przejść w drogę dojazdową do schroniska. Podejście jest nudne i długie. Urozmaicamy sobie go zimnym Weizenbierem w jednej z knajpek przy kolei krzesełkowej. Do schroniska docieramy po przejściu ok 13 km i 900 m w pionie.
Parking w Ischgl
Podejście do Heidelberger Hutte
 
Drugiego dnia w planie było przejście przez Kronenjoch (2974m npm). W końcu jesteśmy w górach. Po wczorajszej nudnej drodze dzisiejszy dzień zapowiada się ciekawie. Trasa prowadzi początkowo łagodnym zboczem nad dnem doliny by po pokonaniu ok 3 km skręcić w prawo. Stok staje się stromszy, podejście mozolniejsze ale widoki wynagradzają trud i z każdym krokiem jest piękniej. Dochodzimy w końcu do siodła pomiędzy Kronenjoch, a Breite Krone (3078m npm). Zakładamy ski-depo i na lekko z aparatami w garści zdobywamy Breite Krone. Na wierzchołku robimy sesję zdjęciową i szybko schodzimy do pozostawionego sprzętu. Z siodła na Kronenjoch jest niewiele więcej niż 100 m. Szybko dochodzimy do właściwej przełęczy i przezbrajamy się do zjazdu. Do Jamtal Hutte czeka na nas ok 5 km zjazdu przy 900 m deniwelacji. Zjazd jest początkowo dość stromy by po kilkuset metrach wypłaszczyć się. Do schroniska docieramy po ciekawym zjeździe dnem doliny.
 
Idziemy w kierunku Kronenjoch
 
Breite Krone - widok z podejścia na Kronenjoch
Podejście na Kronenjoch
Na szczycie Breite Krone
Przed Jamtal Hutte
 
3 dzień tury okazał się być całkiem intensywny. Rozpoczęliśmy długim (ok 5 km) podejściem na Jamjoch (3076 m npm). Tam ekipa podzieliła się i większość zjechała do Tuoi Hutte po stronie szwajcarskiej. W czwórkę zostaliśmy na przełęczy i postanowili zjechać z Vordere Jamspitze (3176 m npm) i Hintere Jamspitze (3156 m npm). Zjazd z wyższego ze szczytów Jam okazał się zbyt ryzykowny ze względu na warunki śniegowe. Pachniało lawiną ciężkiego, mokrego śniegu. Z niższego Jamspitz'a zjechaliśmy na Jamjoch i przy użyciu liny udało się pokonać nawis i próg skalny oddzielający nas od dalszej jazdy do schroniska Tuoi. Zjazd w górnej części był w wyśmienitym śniegu by niżej zmienić się w katorgę w "przepadającym zmięku". W Tuoi zasłu zyliśmy na kufel piwa.
Startujemy z Jamtal Hutte na Jamjoch
Podejście na Jamjoch
 
Na wierzchołku Vordere Jamspitze
Widok z Vordere Jamspitze na Piz Buin (3312 m npm)
Widok z Hintere Jamspitze na Vordere Jamspitze
Zjazd do Tuoi Hutte
4 dzień tury zapowiadał się lajtowo. Jednak początek zmęczył fizycznie i psychicznie wszystkich. Już wiem dlaczego w Alpach, harszle to konieczność. Podejście na Vermunt Pass po betonie i lodzie nie było przyjemne. Z przełęczy przeszliśmy długim trawersem pod Dreilander Spitze, który zdobyliśmy ciekawą granią. Z Dreilandera zjechaliśmy bezpośrednio do Wiesbadener Huttte.
Początek podejścia na Vermunt Pass
 
Pod Vermunt Pass
Trawers z Vermunt Pass pod Dreilander Spitze
 
Wierzchołek Dreilander Spitze
Po zjeździe z Dreilander Spitze
 
5 dnia plan był ambitny. Ruszyliśmy ze schroniska w kierunku Piz Buin (3312 m npm). Podejście było długie i strome. Pogoda nie rozpieszczała ale na szczęście pod przełęczą Buinlucke wypogodziło się. Wejście na Piz Buin wymaga pokonania skalnego progu i stromego, skalno-śnieżnego żlebu. Po zejściu ze szczytu razem z Pokorem i Grześkiem pognaliśmy przez Fuorcla dal Cunfin (3043 m npm) i Silvretta Pass (2994 m npm) na wierzchołek Silveetta Egghorn (3147 m npm). Chłopaki pognały dalej i zdobyły jeszcze Silvrettahorn (3244 m npm). Ja zostałem i dołączyłem do ekipy "jamników". Zjechaliśmy stromym stokiem pod Egghornlucke i dalej wzdłóż popękanego lodowca do dna doliny. Zostało nam jedynie jakieś 200 m podejścia do Wiesbadener Hutte.
 
Początek podejścia na Buinlucke
 
Wspinaczka na Piz Buin
 
Pokor na szczycie Piz Buin
 
Zejście z Piz Buin
 
Trawers z Fuorcla dal Cunfin na Silvretta Pass
 
Wspinaczka na Silvretta Egghorn
 
Podczas zjazdu z Silvretta Egghorn
 
Zjazd do Wiesbadener Hutte
Zjazd do Wiesbadener Hutte
 
Ostatniego dnia w planie było przejście przez Egghornlucke, zdobycie Silvrettahornu, zjazd w kierunku Silvretta Hutte, przejście przez Rote Furka i zjazd do Wirl. Jednak pogorszenie pogody, nienajlepsze samopoczucie co poniektórych uczestników spowodowały, że większość zdecydowała się na zjazd bezpośrednio do Wirl. Zjazd zajął nam 2 godziny.
Przez całą turę przeszlismy ok 70 km i pokonali ponad 5km w pionie. W wyjeździe brało udział 20 uczestników z Speleoklubu Dąbrowa Górnicza, Grupy Wałbrzysko-Kłodzkiej, Grupy Beskidzkiej, Grupy Podhalańskiej i Grupy Krynickiej.
 
Więcej fotografii z wyjazdu znajduje się TUTAJ

Centralny obóz jaskiniowy GOPR - Tatry

opublikowane: 16 mar 2011 03:42 przez Maciej Stanislawski   [ zaktualizowane 3 kwi 2011 09:54 ]
W dniach 10-13 marca odbył się obóz jaskiniowy GOPR. Działaliśmy w trzech grupach w jaskiniach: Zimnej, Miętusiej i Kasprowej NIżnej. W piątek zespół w składzie: Rycho Głowacki, Greg Michałek, Michał Zmarz, Grzesiek Gawłowski, Jacek Jawień, Łukasz Pokorski, Mariusz Grudzień i Maciek Stanisławski doszli w jaskini Zimnej do Komina Maurycego. Greg i Pokor doszli do Partii nad Maurycym (+160m przewyższenia). Ponor i syfon Krakowski były suche. Dopiero za Korkociągiem Wrocławskim pojawiło się troche wody i błota. Cała akcja trwała niecałe 10 godzin. Reszta ekipy obozu działała w Kasprowej NIżnej (do Zapałek) i Miętusiej (Wielkie Kominy). W sobotę po ciężkiej akcji w Zimnej wybraliśmy się na "lajtową" akcję do Kasprowej NIżnej.Doszliśmy do Zapałek. W niedzielę część ekipy wyjechała do domów, część działała w Kasprowej (kierunek - Partie Sylwestrowe), a część wybrała się na spacer skiturowy w kierunku Kasprowego Wierchu.

Wspinanie w Tatrach

opublikowane: 16 mar 2011 03:30 przez Maciej Stanislawski   [ zaktualizowane 3 kwi 2011 09:47 ]
8 marca zespół w składzie Łukasz, Mariusz i Maciek pokonali piękną drogę w Tatrach w czasie 8,5 godziny. Warunki były doskonałe, lekki mróz, przyzwoita asekuracja i piękna pogoda.

"Zimna Dziura"

opublikowane: 2 lut 2011 11:15 przez Maciej Stanislawski w piątek 28.01.2011 w składzie Maciej Kwiatkowski i Ja (Miłosz Forczek) poszliśmy sobie do zimnej dziury. Nastawieni na małe pływanie w środku, którego pewni byliśmy po rozmowach z kolegami którzy kiedyś gdzieś coś dotarliśmy do ponoru Zimnej i ku naszemu zaskoczeniu natrafiliśmy na małą strużkę wody wpływającą do dziury wielkości małego talerzyka. Błotny prożek  zaporęczowany, i całe szczęście bo śliski jak cholera.W białym kominie zdarzył się incydent bez precedensowy. Mianowicie robiąc go na żywca, Maciek stając siu za blisko, podczas mojej walki o buć albo nie obyć zarobiłz gumiaka pod oko. dwie krwawe szramy i w ..uj błota- wyglądało jak maseczka.Ale Maciek twardy jest- kazał mi za..lać dalej i tak bez większych trudności zaopatrzeni w jeden worek z liną setką dotarliśmy sobie do Wielkiego komina. a z tamtąd zjechaliśmy sobie do Syfonu Zwolińskich. Kilka zdjęć i powrót. wyszliśmy z dziury o 20:05. Trudności sprawia dostanie się do kraty, wyciąłem orła na lodzie i zatrzymałem się na niej. Przy powrocie ten mały metrowy prożek też okazał się za  wysoki na moje małe nóżki, nieuzbrojone w raki ( no bo po co?). Generalni polecam Wam wyjście do niej bo miło sucho. jest szansa na suchy Syfon Krakowski.
 
 
 
 

Biwak w Zimnej

opublikowane: 15 gru 2010 11:28 przez Maciej Stanislawski   [ zaktualizowane 15 gru 2010 12:41 ]
Od soboty 11.12.2010 do niedzieli byliśmy na biwaku w Zimnej. Wchodziliśmy praktycznie z kursantami z SBB których dogoniliśmy na Beczce. Wody w ponorze było po pas. Plan był aby "zrobić" partie wrocławskie aż do studni Maurycego, ale niestety zalany syfon Krakowski nas nie wpuścił w tę część jaskini. Pozwiedzaliśmy za to partie za widłami w ciągach pomiędzy wyjściem do górnego otworu a rzeczonym syfonem, kruszyzny i trochę szczątków jakiegoś zwierzaka (znaleźliśmy 1,5 cm kieł i kawałki kręgosłupa oraz 10 cm kości udowe), oraz wielkie kominy i próbowaliśmy wspinu do górnego otworu. W chatce zrobiliśmy biwak, ale po jakimś czasie dał się we znaki niemiły zapach mieszanki spalonych śpiworów, zwęglonych desek, zlasowanego karbidu i "czegoś" jeszcze, a na dodatek w nocy zbudziła nas intensywność kapiącej wody. Przy powrocie na Prożku Błotnym zastaliśmy rzekę a woda w ponorze podniosła się o jakieś 70 cm i sięgała po szyje a zaczynała się prawie pod owym prożkiem. Gdybyśmy mieli wracać w poniedziałek to prawdopodobnie było by pływanie na bezdechu. Akcja udana w połowie - zrobiliśmy biwak dawno nie uskuteczniany w Zimnej, ale nie zrobiliśmy Maurycego, którego pokonamy w lutym jak dopisze pogoda. 
 
pozdro Rycho
 
 

Obóz kondycyjny GARR - GOPR

opublikowane: 30 lis 2010 02:27 przez Maciej Stanisawski
Fotografie z obozu na lodowcu Hintertux
 

Mała w Mułowej

opublikowane: 1 lis 2010 07:48 przez Maciej Stanislawski
Witam serdecznie!

W ramach KA GB wybraliśmy się dwa dni temu w piątek do Małej, do której nie mieliśmy szczęścia dojść w zeszłym roku. Tym razem znakomita pogoda pozwoliła nam nie tylko bezpiecznie dotrzeć, ale też w miarę sucho przejść dziurę. W składzie: Rafał Zmarz, Grzesiu Gawłowski i ja oraz gościnnie Bartek Juroszek i moja córka Hania doszliśmy do dna przed zaciskami do Syfonu Krasnala. Fakro robi wrażenie, ale jest dwa razy mniejsza niż Utopia w Viva le Donne. Zrobiliśmy tylko ciąg do "starego" dna, bo Marek Lorczyk i ekipa eksplorują nowy ciąg i proszą, by do niego nie wchodzić. Cała akcja od Kirów trwała 15 godzin, z tego w jaskini 9. W nocy czekał na nas Michał z wcześniej zamówionymi napojami (dzięki Misiek!)

Gdyby ktoś się wybierał, to w doborze lin nie należy kierować się przekrojem pionowym z Inwentarza, a schematem Marka, który dał kiedyś Rysiowi (oba w załączeniu). Naszych lin starczyło dosłownie na styk, a dodatkową atrakcją były cztery przejścia przez węzły i cięcie przedostatniej liny, której cztery metry pozwoliły dojechać do dna.

Jeśli chodzi o poręczowanie, to do Fakro są kotwy wklejane, a potem HSA (nie wszędzie są nakrętki!).

Następna akcja tatrzańska na przełomie listopada i grudnia do najwyższego punktu Zimnej. Zapraszam!

Pozdrawiam!

Grześ Michałek

Biwak w Wielkiej Śnieżnej

opublikowane: 18 paź 2010 05:07 przez Maciej Stanislawski
Maciej Stanisławski
Grzegorz Gawłowski
Grzegorz Michałek

"48 godzin w Wielkiej Śnieżnej zaowocowało udaną akcją do Syfonu Dziadka i penetracją Partii Wrocławskich. Na "Parszywej" rzuciliśmy swoją linę i generalnie radzimy zabierać 30m swojego sznurka, by połączyć się z ostatnim trawersem do syfonu. Biwak udany z urozmaiconym menu. Odwiedziny Miłosza Forczka na biwaku w piątek wieczorem zakończyły się po kilku godzinach, gdyż musiał być w sobotę rano z powrotem przy otworze. Polecam urokliwe, aczkolwiek rzadko odwiedzane Partie Wrocławskie, z zachowaniem ostrożności na pierwszj linie, której druga pięćdziesieciometrowa przepinka trze o wszystko co tylko może. Wyszliśmy w niedzielę przed południem, deporęczując liny, które tydzień wcześniej zawiesił Michał Zmarz z ekipą. Przydałoby się zmienić oporęczowanie na Lodospadzie, który topnieje w oczach."


Startujemy

opublikowane: 29 wrz 2010 06:14 przez Maciej Stanislawski   [ zaktualizowane 29 wrz 2010 07:16 ] W dniu 1 września 2010 roku odbyło się zebranie założycielskie Klubu Alpinistycznego przy Grupie Beskidzkiej GOPR. W zebraniu brali udział: Ryszard Głowacki, Grzegorz Michałek, Bartłomiej Chruściel, Jarosław Gutek, Łukasz Twardowski, Grzegorz Gawłowski, Szymon Wawrzuta, Miłosz Forczek, Michał Zmarz, Maciej Stanisławski. Zatwierdziliśmy statut nowopowstającego klubu i jego władze

Poprawiony (niedziela, 08 lipca 2012 08:42)