Memoriał im.Skwirczyńskiego relacja

"Krótkie sprawozdanie z V Memoriału im. Andrzeja Skwirczyńskiego na którym to Maciek S. (z prawej) i ja (Alan S.)(z lewej) reprezentowaliśmy nasz szacowny Klub.

alt

Zanim jeszcze wyjechaliśmy zaczęło się, zgodnie z prawem Murphiego: kontuzja moich pleców. Nie wiadomo dlaczego, co i jak ale w piątek rano nie byłem w stanie ruszać prawa ręką. Zadzwoniłem do Maćka i po chwili dyskusji decyzja: jedziemy a na miejscu zobaczymy jak będzie.

Dzień zaczął się mało optymistyczną pogodą - lało na całego. Przez chwilę zwątpiłem czy memoriał w ogóle się odbędzie ale rzut oka na „niezawodny” ICM i wiedzieliśmy, ze będzie dobrze. Podroż bez przygód i o 8.45 meldujemy się w Jerzmanowicach. Ludzi całkiem sporo. Jak się później okazało wystartowała rekordowa ilość zespołów w całej historii memoriału. Szybki przepak, podział sprzętu i już rejestrujemy się jako „Sekcja remontowa” (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi:))). Czekamy aż zalogują się pozostałe zespoły przy okazji marznąc porządnie. Pomimo niskiej temperatury w okolicy 10 stopni, nie pada a słońce coraz odważniej wygląda... tym razem ICM nie skłamał, jest nadzieja. Maćko spotyka paru znajomych także czas mija szybko w przyjacielskiej atmosferze. Później już tylko oficjalne przemowy, szybkie przypomnienie „the rules” oraz zasad bezpieczeństwa (o tym później) i o 10.00 ruszyliśmy. Zespoły „sportowe” wskoczyły na rowery lub „wystrzeliły z bloków”, a pozostali pomaszerowali tłumnie do wybranych sektorów.

alt

Nasz wybór padł na Sokołowe Skały gdzie działaliśmy cały dzień, a dokładnie na Ostatnią. Ponieważ Maćko miał około 2 letni rozbrat ze skałą, ja chyba ze 6 roków, na początek, żeby się rozgrzać, szybkie 2 drogi trójkowe, później czwórkowe a nawet piątkowe (nasz max. tego dnia:))). Aha, przy okazji nastąpiło albo „cudowne ozdrowienie” albo „wyrzut adrenaliny” bo chwilowo po bólu pleców ani śladu. Pomimo prawie 130 zespołów jakiś wielkich kolejek nie doświadczaliśmy. W sumie organizatorzy przygotowali ponad 200 dróg więc było w czym wybierać, jeśli akurat nie ta, to może ta obok:) Po jakiś 2 godzinach przenieśliśmy się na Zachodni Mur i Grupę Przełazu. Ludzi było jakby trochę więcej ale tez możliwości wspinaczkowych co niemiara. I znowu przyjemne „łojenie” w ciepełku, dyskusje z nowo-poznanymi ludźmi, śmiechy chichy i takie tam głupotki. Podział nie był może zbyt wyraźny ale rozglądając się w terenie bardziej „czujnie” można było zauważyć kto atakuje wynik, a kto przyjechał „towarzysko-rekreacyjnie”. My zdecydowanie w tej drugiej grupie więc pośpiechu jakiegoś wielkiego nie było. Czas mija, drogi „padają” i tak w sielskiej atmosferze około godz. 15.00 wszystko się zmienia. Maciek zaczyna właśnie 12 z kolej „wyzwanie” i będąc przy drugiej wpince dowiadujemy się, że po drugiej stronie skały ma miejsce poważny wypadek. Nie zastanawiając się Maciek na dół, apteczka w ręce i biegniemy. Okazuje się, że jeden ze wspinaczy (tych „bardziej doświadczonych”) spadł ze skały podczas zjazdu. Wygląda to mało ciekawie, na miejscu cisza grobowa ale najważniejsze, że Kolega przytomny i komunikatywny. Zgodnie z zasadami zabezpieczamy poszkodowanego, a za chwilę z całym sprzętem wpadają Ziomki z Jury plus Kolega z TOPRu, no i zaczęło się robić bardzo „ogólnopolsko”. Szczegóły pomijam ale trzeba wspomnieć, że współpracę ratowniczą z wszystkimi na miejscu uważamy za wzorową, bez zbędnych słów poszkodowany zaopatrzony i przekazany do LPRu.

alt

Wracając do meritum sprawy czyli memoriału, z uwagi na fakt, że czasu do 17.00 pozostało niewiele, jak i  chęci do wspinania zeszły jakoś na drugi plan zdecydowaliśmy się na powrót na Start czyli na Metę :))) Tam miła niespodzianka, okazało się, że  każdy zespół wygrywa nagrodę na zasadzie „co komu przeznaczone” czyt. szybkiego losowania. Nie będziemy się chwalić co „zgarnęliśmy”, nie wypada! Później zasłużony ciepły obiad i oczekiwania na oficjalne wyniki. Po drodze były jeszcze nagrody za najlepszą nazwę zespołu. Ja zapamiętałem dwie: „Sprzedam Golfa” i „ Prawdziwa siła techniki się nie boi” :))) No i w końcu dla niektórych „upragnione” a dla innych „interesujące” listy z wynikami, które wywieszono na „tołtoju” i „banerze” :))) Ponieważ należymy do rzadkiej już grupy „ludzi wybitnie skromnych” nie wspominam o naszym wyniku ani tym bardziej o zajętym miejscu ale podam tylko, tak dla statystyk, że Zwycięzca „sieknął” 52 drogi i miał 1154pkt a my 11 dróg i 156pkt. „Nu pagadi” za rok!!! Były też losowania bardziej okazałych nagród, łącznie z główna, ale los nie wyznaczył nas do ich „dotykania” a jedynie oglądania z bezpiecznej odległości :)))

Podsumowując, wspólnie z Maćkiem uważamy, że to bardzo fajna impreza, super zorganizowana więc za rok planujemy znowu się pojawić na starcie, może w nieco szerszym gronie klubowym, kto wie?

Spisał na szybko Alan

Redagował Maciek


P.S. W imprezie brał też udział nasz klubowy Kolega Przemek Kurczych ale niestety, nie poznaliśmy się, a tym bardziej spotkaliśmy. Wiemy tylko, że dobry wynik zaliczył w grupie mieszanej („chłop+baba”). Może sam coś dopowie lub poprawi relacje „niedoświadczonych” memoriałowiczów:))) "

Poprawiony (środa, 02 lipca 2014 08:11)